Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 23 marca 2009

ROBOT WIELOFUNKCYJNY

Czytałam dziś w "Vivie" dość ciekawy wywiad z Weroniką Marczuk- Pazura.
Zachwyciła mnie swoją pewnością siebie, optymizmem oraz dojrzałością.
W wywiadzie moją uwagę zwróciło też jedno zdanie, gdzie mówi, że mężczyźni próbują przerobić kobiety na roboty wielofunkcyjne. Zatrzymałam się na chwilę i przyznałam jej rację.
Posporzątaj, ugotuj, pozmywaj, wynieś śmieci, zajmij się dziećmi, pokochaj się ze mną, zrób zakupy, zapłać rachunki, ugotuj obiad, pokochaj się ze mną, zrób mi kanapki do pracy, zajmij się dziećmi, pozwól mi odpocząć, daj mi chwilę, żebym się mógł zrelaksować, nauczyć się jeździć samochodem, zrób pranie, poskładaj pranie, nakarm małą, zapłać rachunki, zadzwoń do gospodarza, zrozum mnie i moja potrzebę wolności, uśmiechnij się, bądź bardziej spontaniczna, ugotuj obiad, wynieść śmieci, pokaż, gdzie są moje skarpetki.
Robot, by się wykończył, a co dopiero człowiek. Ratunku, panowie, zacznijcie trochę wyręczać wasze żony, zanim Wam się totalnie "popsują". Nawet robotowi trzeba czasem zmienić lub doładować baterie.

JEŻELI CHCESZ ZOBACZYĆ



"Jeżeli chcesz zobaczyć czy kobieta jest szczęśliwa w związku
z mężczyzną, popatrz jak często się uśmiecha"

piątek, 20 marca 2009

MÓJ MAŁY ŻARŁOCZEK

KOCHAĆ TO ZNACZY POSTAWAĆ


Byłam dziś na Drodze Krzyżowej (po raz pierwszy w tym poście) i poczułam ogromną ulgę. Po pierwsze dlatego, ze modlitwa czyni cuda, a po drugie dlatego, ze juz tak dawno nie śpiewałam
z Te Deum. Brakowało mi ostatnio i jednego i drugiego
Gdy śpiewaliśmy z grupą piosenkę "Golgoto" czułam jakby nagle znalazła się sam na sam
z Jezusem, a on z miłością w oczach i zrozumieniem słuchał, jak przyznaję się do swoich błędów:
" To nie gwoździe mnie przybiły, lecz mój grzech.
To nie ludzie Cię skrzywdzili, lecz mój grzech."
Tak często uciekamy od Chrystusa, tak często znajdujemy sobie lepsze i ciekawsze zajęcia: wyjście ze znajomymi, wieczór z pilotem w ręku, film, który w zasadzie juz znamy na pamięć, wypad do baru, komputer, Internet. Kolejna wymówka, kolejne usprawiedliwienie dla naszego nieskazitelnego sumienia. Po co chodzić do kościoła, po co mówić pacierz rano i wieczorem? Bóg
i tak wszystko widzi, wszystko o nas wie. Bóg i tak nas kocha. Czemu tak łatwo rezygnujemy?
W trakcie Drogi Krzyzowej popatrzyłam na ludzi wokół mnie. Każdy z nas dźwiga swój krzyż, większy lub mniejszy, ale swój. Każdy z nas kiedyś upadł, zgrzeszył, zabłądził, pogubił się w tym fałszywym świecie. Każdy z nas ma "szkielet", który skrzętnie ukrywa w szafie.
Pamiętajmy więc o jednym, że Bóg nas kocha, a KOCHAĆ TO ZNACZY POWSTAWAĆ.

MOJE SZCZĘŚCIE

PADA SNIEG

Pada snieg, puszysty snieg.... Jak pieknie wyglada dzis swiat. Uwielbiam kiedy pada, Manhattan ma wtedy zupelnie inne, bardziej romantyczne oblicze. Snieg wywoluje zawsze uczucie ciepla w moim wnetrzu i wymalowuje usmiech na twarzy, przypomina mi o Polsce, ach te sentymentalne powroty

czwartek, 19 marca 2009

A GDY PRZYJDZIE NOC


Cytat dnia:

"A gdy przyjdzie noc i refleksja wskaże,

że wszystko było połowiczne i wiele z tego,

co było zamierzone nie zostało dokonane,

gdy tak wiele budzi wstyd i zal.

Wtedy przyjąć wszystko takim, jakim jest,

złożyć w ręce Boga i Mu pozostawić.

Wtedy będzie można w Nim spocząć

i zacząć nowy dzień jak nowe życie"

Św.Edyta Stein

środa, 18 marca 2009

MUSISZ PRZYJĄĆ TE PORAŻKĘ JAK PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA

W marcowym miesięczniku "Twojego Stylu", który uwielbiam i od którego podobnie jak od miesięcznika "Zwierciadło" jestem uzależniona, znalazłam wywiad a Tomem Jones. W mojej pamięci na trwałe zapisała się poniższa wypowiedź piosenkarza:

"Jeśli myślisz, że wygrasz, a przegrywasz i płaczesz, powinieneś spojrzeć na siebie i przyznać: Nie byłem wystarczająco dobry dzisiaj, dziś nie był mój dzień, ten człowiek mnie pokonał. Musisz przyjąć tę porażkę jak prawdziwy mężczyzna. Musisz być łaskawy dla zwycięzcy i przypisać mu całą zasługę."

poniedziałek, 16 marca 2009

PRZEBACZYC TO ZNACZY


WYSTARCZY JEJ LUSTRO


Szperałam dziś na Internecie i oto co znalazłam:
Czy zapytałeś kiedyś siebie, w jaki sposób Pan Bóg wybiera matki upośledzonych dzieci?Postaraj się wyobrazić sobie Boga, który daje wskazówki swym aniołom, zapisując wszystko w swej ogromnej księdze: Małecka Maria, syn. Święty patron, Mateusz, Kurkowiak Barbara, córka. Święta patronka, Cecylia, Michalewska Janina, bliźniaki. Święci patronowie, niech będzie Gerard i Barbara.Wreszcie mówi z uśmiechem do anioła jakieś imię: Tej damy dziecko upośledzone. A na to ciekawy anioł: dlaczego właśnie tej, Panie?Jest taka szczęśliwa. Właśnie dlatego - mówi uśmiechnięty Bóg - Czy mógłbym powierzyć upośledzone dziecko kobiecie, która nie wie, czym jest radość? Byłoby to okrutne. Ale czy będzie miała cierpliwość? - pyta anioł. Nie chcę by miała nazbyt dużo cierpliwości, bo utonęłaby w morzu łez, roztkliwiając się nad sobą i nad swoim bólem. A tak, jak jej tylko przejdzie szok i bunt, będzie potrafiła sobie ze wszystkim poradzić. Panie, wydaje mi się, że ta kobieta nie wierzy nawet w Ciebie. Bóg uśmiechnął się: To nieważne. Mogę temu przeciwdziałać. Ta kobieta jest doskonała. Posiada w sobie właściwą ilość egoizmu. Anioł nie mógł uwierzyć własnym uszom. Egoizmu? Czyżby egoizm był cnotą?Bóg przytaknął: Jeśli nie będzie potrafiła od czasu do czasu rozłączyć się ze swoim synem, nie da sobie nigdy rady. Tak, taka ma być właśnie kobieta, którą obdaruję dzieckiem dalekim od doskonałości. Kobieta, która teraz nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że kiedyś jej będą tego zazdrościć. Nigdy niepewna żadnego słowa. Nigdy nie będzie ufała żadnemu swemu krokowi. Ale kiedy jej dziecko powie po raz pierwszy - mamo, uświadomi sobie cud, którego doświadczyła. Widząc drzewo, zachód słońca lub niewidome dziecko, będzie potrafiła bardziej niż ktokolwiek inny dostrzec moją pomoc. Pozwolę jej, aby widziała rzeczy tak jasno, jak ja sam widzę (ciemnotę, okrucieństwo, uprzedzenia), i pomogę jej, aby potrafiła wzbić się ponad nie. Nigdy nie będzie samotna. Będę przy niej w każdej minucie i w każdym dniu jej życia, bo to ona w tak troskliwy sposób wykonuje swoja pracę, jakby była wciąż przy mnie. A święty patron? - zapytał anioł, trzymając zawieszone w powietrzu pióro.Bóg uśmiechnął się: Wystarczy jej lustro."

KOCHAJ, JAK GDYBY NIGDY NIKT CIĘ NIE ZRANIŁ

Kochaj, jak gdyby nigdy nikt Cię nie zranił.
Pracuj, jak gdybyś nie potrzebował pieniędzy.
Tańcz, jak gdyby nikt nie patrzył.
Żyj, jak gdybyś żył w raju.

POSTNE ROZMYŚLANIA


"Wśród licznych trosk i niepokojów,
kiedy już sił nie starcza nam,
karmisz nas Panie swoim ciałem,
Tyś nasza moc, nasz Bóg i Pan."



A ŻYCIE KRĘCI SIĘ DALEJ

Wstałam dziś nieprzytomna, aż wierzyć się nie chce, że właśnie minął weekend.
Moje słoneczko tak słodko rano spało, że całując ją poczułam ukłucie w sercu. Popatrzyłam
z czułością na maleńką buźkę i chyba już tysięczny raz od jej urodzenia utwierdziłam się
w przekonaniu jak bardzo ją kocham. Niestety nadszedł kolejny poniedziałek, a z nim kolejne 50 godzin z dala od mojej córeczki. Coż życie toczy się dalej... Przynajmniej mam zdrowe dziecko, pracę, która w dzisiejszych czasach jest na wagę złota oraz cel w życiu. To nic, że padam ze zmęczenia, to nic, że kolejna kawa nie działa... Przecież życie jest tak piękne!!! Szkoda czasu na marudzenie :)

sobota, 14 marca 2009

DIABLICA W KLUBIE KOBIET

Niedawno zaczęłam czytać świetną książkę "Diablica w klubie kobiet" autorstwa Lindy Francis Lee. Nigdy wcześniej nie spotkałam sie z książkami tej pisarki, ale ta wciągnęła mnie od razu. Głównym bohaterem jest rozpieszczona 28-letnia Fredericka Ware, naleząca, co jest tutaj bardzo ważne, do ekskuzywnego Klubu Kobiet w Willow Creek w Teksasie. Jej dotąd spokojne życie zmienia się drastycznie, kiedy dowiaduje się, że jej mąż pasożyt, spodziewa się dziecka z jedną
z wielu jego kochanek. Kiedy idzie do banku, żeby zablokować przed nim i jego wybranką konta, dowiaduje się, że są one już dawno puste i że o ich zawartość - dorobek jej życia, zatroszczył się już jej ukochany męźulek. Jej złość nie ma granic, ale jak przystaje na damę z klasą postanawia zachować zimną krew. Chcąc utrzymać swój nienaganny wizerunek udaje przed znajomymi, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, a mąż, który przecież już się dawno od niej wyprowadził, nadal z nią mieszka. Postanawia jednak wziąść sprawy w swoje ręce i odzyskać wszystkie utracone pieniądze. Ma w tym jej pomóc prawnik, Howard Grout, nielubiany przez elity gbur i prostak. Czy im się do uda? Przeczytajcie same.

Wracając jednak do tematu udawania przed innymi jak idealne jest to nasze ziemskie zycie... Czemu z taką łatwością nakładamy maski? Czemu tak bardzo chcemy wypaść w oczach innych nieskazitelnie i wzorcowo? Czy to z obawy, co ludzie sobie o nas mogą pomyśleć czy raczej ze strachu? Wiele razy przekonałam się w życiu, że niezależnie do tego co robimy i jak się zachowujemy ludzie i tak będą plotkować. Często są to nawet nasi najbliżsi przyjaciele.
Wieki temu dbałam o "swój wizerunek", życie nauczyło mnie jednak, że czasami podzielenie się swoimi problemami z kimś zaufanym to lek na wagę złota. Wiele razy przekonałam się też, że moje problemy to problemy wielu innych ludzi. Wystarczy tylko usiąść w towarzystwie innych pań, by właściwie zaraz przekonać się jak wiele je łączy. Czasami takie wyrzucenie z siebie "ciężaru", który przygniatał nas nawet latami, to nie tylko ulga, ale krok w radośniejsze życie.
Pracując dla gazety i działając w różnych Polonijnych organizacjach nieustannie spotykam się z ludźmi. Te spotkania mnie ubogadzają. Są chwile, kiedy czyjeś zwierzenia stają się wskazówką do rozwiązania moich problemów, są też momenty, kiedy powierzona mi przez kogoś historia zaskakuje mnie czy wręcz przytłacza ciężarem jej wyznania. Jedno wiem na pewno - warto rozmawiać i to nie tylko z mężem, rodzicami, rodzeństwem, dziećmi, przyjaciółmi, ale czasem właśnie też z zupełnie nam nieznajomymi.

A swoją drogą wpadałam na temat kolejnego felietonu: KONTO RAZEM CZY OSOBNO?
Co wy na to?

piątek, 13 marca 2009

BRAWO DZIEWCZYNY

Wiem, że odwiedzacie mój blog. Dziękuję za wszelkie telefony z pochwałami i czekam na Wasze komentarze. Chciałabym, aby blog JESTEM stał się miejscem szczerych rozmów, pogaduszek, zwierzeń i żartów.
Gratuluję odwagi Ani i Emilce!
Tak trzymać! Może w końcu jakiś pan też się wypowie.

czwartek, 12 marca 2009

ROMANS NA RECEPTĘ

Skończyłam dziś czytać kolejną książkę, tym razem był to "Romans na receptę" Moniki Szwaja.
Książka lekka, zabawna, odprężająca - taki lek na kryzys w tych dziejszych czasach.

WYRZUTY SUMIENIA

Wyrzuty sumienia, ostatnio niczym głodne psy czekają, żeby mnie pokąsać. Znowu mnie dopadło. Wracałam subwayem z pracy i stojąc w zatłoczonym wagonie, pomiędzy innymi ściśniętymi jak sardynki w puszcze ludźmi, zastanawiałam się jak mogłam zostawić własme dziecko i wrócić do pracy. Nie chodzi już nawet o to, że niedługo będę wyglądała jak zombi, bo z braku snu zmęczenie coraz bardziej daje o sobie znać, ale o czas, który tracę z Agniesią - czas nie do nadrobienia.
Poza domem spędzam bowiem codziennie po 10 godzin, to 50 godzin tygodniowo, około 200 miesięcznie, a jak dodam do tego jeszcze godziny z sobotniej polskiej szkoły to jeszcze więcej. Włosyz przerażenia stają na głowie. Tęsknię za moją córeczką i zastanawiam się czemu to nas spotkała taka "kara"?

środa, 11 marca 2009

BOTANIKA NA WESOŁO

Moja koleżanka Beatka przesłała mi dziś w e-mailu "Botanikę na wesoło". Z przyjemnością się nią z Wami dzielę:


DZIEWICA POSPOLITA
Roślina krótkotrwała, wymagająca szczególnej pielęgnacji. Chętnie poddaje się flancowaniu.

STARA PANNA
Roślina długotrwała i pnąca, czepiająca się wszystkiego i wszystkich. Żyje w miejscach odosobnionych nie wiadomo z kim.

KOCHANKA
Roślina kwitnąca pasożytnicza z gatunku motylkowatych. Z uwagi na duże koszty
w naszych warunkach trudna do hodowli domowej. Rozkwita nocą.

ŻONA
Pożyteczne zwierzę domowe, pociągowe, bardzo nerwowe, ale wytrwałe. Żywi się odpadkami, w hodowli domowej bardzo opłacalna przynosząca duże korzyści.

ROZWÓDKA
Należy do owadów występujących w dużych ilościach, znana w przyrodzie pod nazwą szarańcza. Samiczki pozostawia w spokoju, samców niszczy od korzenia. Czyni szkody
w ubraniu zwłaszcza w kieszeni.

WDOWA
Wierzba z gatunku płaczących, szybko próchniejąca.

KAWALER
Ptak przelotny, dzieci swoje podrzuca innym i wówczas zmienia miejsce pobytu. Jest trudny do chwycenia w sidła.

STARY KAWALER
Grzyb jadowity o gorzkim smaku. Żyje przeważnie sam lub w symbiozie z purchawką pospolitą

MĄŻ
Zwierzę domowe z gatunku leniwców. Ze względu na dużą żarłoczność w warunkach domowych przynosi duże straty. W hodowli nieopłacalny. Pochodzenie – skrzyżowanie trutnia z padalcem.

poniedziałek, 9 marca 2009

NIE CIERPIĘ PONIEDZIAŁKÓW

Odkąd wróciłam do pracy zostawiając moje maleństwo w domu - NIE CIERPIĘ PONIEDZIAŁKÓW. Tak najzwyczajniej i najnormalniej, tak po prostu. Po całym weekendzie spędzonym z córunią zostawianie go na kolejne 10 godzin to zabójstwo w biały dzień.
Męczarnia, separacja, nieustanna walka z myślami, tęsknota, pytania: dlaczego? po co? na co?
A moja kruszynka jest tak sprytna, że budzi się teraz zanim jeszcze mamusia zdąży wyjść. Uśmiecha się, a jej twarz zdaje się mówić: "Chciałaś wrócić to pracy, to teraz widzisz jak to jest ciężko."

niedziela, 8 marca 2009

SAMOTNE SERCA

Byliśmy dziś z mężem i znajomymi w Tribeca Performing Arts Center na sztuce "SAMOTNE SERCA" z Edytą Olszówką, Grażyną Wolszczak, Piotrem Machalicą i Piotrem Cyrwuś. Przedstawienie jakże trafione na dzisiejsze czasy. Pomogło nam się w tej dobie kryzysu
i nieustannych zwolnień, zrelaksować i pośmiać, choć temat jakiego dotykało do błahych nie należał.


O mały włos bym zapomniała, dziś 8 marca. Wszystkim kucharkom, sprzątaczkom, księgowym, matkom, kochankom, kierowcom bo tyle funkcji pełni kobieta-żona, życzę by w byciu kobietą odkrywały to, co najpiękniejszeżczyźni potrafili dostrzec wasze piękno.

NIE JESTEM SAMA

"Pan jest mocą swojego ludu, pieśnią moją jest Pan.
Moja tarcza i moja moc, On jest mym Bogiem, nie jestem sam,
w NIM MOJA SIŁA, nie jestem sam"

piątek, 6 marca 2009

JAKOS TO PRZEZYLAM

Jakos to przezylam, pierwszy tydzien w pracy, pierwszy tydzien bez przebywania calymi dniami z malenstwem w domu. Nie bylo latwo, ale nie ja pierwsza i nie ostatnia. Jak powiedzial pewien madry czlowiek nie zyjemy juz w sredniowieczu i kobiety wracaja do pracy.
Owszem wracaja, ale miotane uczuciami, o ktorych ten madry facet nie ma zielonego pojecia. Nie nosil dziecka w sobie przez 9 miesiecy, wreszcie to nie on rodzil i to nie on karmil piersia, a wiec nie ma on zielonego pojecia o bliskosci jaka laczy matke i dziecko.
Jak mi minal ten tydzien? Miotalam sie strasznie, zzeraly mnie wyrzuty sumienia, ze to moje male i bezbronne malenstwo przegralo z praca mamusi. Niech to szlag. Czuje sie tak jakbym okradla wlasne dziecko z tych naszych wspolnych chwil, jakbym okradla je z naszych momentow czulosci, ktore teraz ograniczaja sie tylko do kilku wieczornych godzin - godzin, ktorych jest stanowczo za malo.
Cale szczescie, ze w pracy jest mnostwo roboty i nie mam czasu na zbyt czeste odlatywanie w chmury, bo pewnie tesknota by mnie wykonczyla. Zdjecie mojej coruni, ktore teraz zdobi moje biurko w pracy, to najwazniejsza rzecz na moim biurku. Zerkam sobie na nie, usmiecham sie do Ciebie coreczko i mowie: "Mama Cie kocha. To wszystko, zeby bylo nam lepiej. Mam nadzieje, ze mnie rozumiez, ze mi wybaczysz". Moje oczy napelniaja sie lzami, dobrze, ze dzwoni telefon, na chwile odrywam sie od mojego przebywania z Toba. Jestes moim skrabem moim sloneczkiem, moim lekiem na niepogode, SENSEM MEGO ZYCIA.

wtorek, 3 marca 2009

DOM


DOM.


Przeżyłam drugi dzień pracy.

Dochodzi 12 w nocy. Skończyłam właśnie pisać kolejną pracę na uczelnię. Uciekam, bo chyba zaraz wyladuję z głową na klawiaturze. Sen mnie po prostu zwala z nóg.

Cytat dnia:

"Dom to nie miejsce, w którym mieszkasz, ale miejsce, gdzie Ciebie rozumieją"
J. Morgenstern





DOM

Cytat dnia:
"Dom to nie miejsce, w którym mieszkasz, ale miejsce, gdzie Ciebie rozumieją"
J. Morgenstern

poniedziałek, 2 marca 2009

POWRÓT Z MACIERZYŃSKIEGO

I wróciłam do pracy, po pół roku "odpoczynku" i kolejnej zarwanej nocy. Całe szczęście, że gdy rano wychodziłam mała spała, poszło o wiele łatwiej.
W pracy radość z mego powrotu i od razu wir telefonów, referrali, autoryzacji. Nie zdążyłam się obejrzeć i już była 12. Popołudnie już nie było takie łatwe. Od 2 godziny cały czas myślałam o moim małym szkrabie, co jakiś czas zerkając na ramkę z jej zdjęciem, którą dziś z dumą postawiłam na biurku. Z pracy niemalże wyfrunęłam. Po drodze rozmawiałam z Zosią z KURIERA PLUS, która rano zostawiła mi wiadomość na komórce z życzeniami, żeby ten pierwszy dzień w pracy, z dala od mego maleństwa, był udany, a po południu zadzwoniła zapytać jak przetrwałam 8 godzin w pracy. Kiedy jednak zaczęłyśmy rozmawiać o mojej córuni poprosiłam, żebyśmy ten temat przerwały, bo łzy same napływały mi do oczu.
Kiedy weszłam do domu córunia obdarowała mnie najpiękniejszym uśmiechem pod słońcem, a ja tuląc ją do siebie nie mogłam przestać płakać. Mój mąż przyglądał nam się z boku. Nie wiem czy jednak chociaż w połowie jest w stanie zrouzmieć przez co od wczoraj przechodzę. Więź łącząca mamę z dzieckiem jest bowiem nierozerwalna. Ta bliskość rodzi się z chwilą poczęcia, poprzez całą ciążę, poród oraz wszystkie te magiczne momenty, które nastąpiły zaraz po tym. Dziecko oddalone od mamy jest smutne, mama, która nie ma maleństwa obok niespokojna i zatroskana.

Cholera, wyszłam z domu o 7, wróciłam 6:45. Po powrocie chcialam jak najwięcej czasu spędzić z małą.

Ona ta czuła, pomimo iż tarła oczka ze zmęczenia już po ósmej wieczorem, zasnęła dopiero o 10.
Ja o mało nie zasnęłam razem z nią, kiedy po ósmej karmiłam ją mlekiem. Oczy same mi się sklejały, ale cóż to. Kobieta ma przecież tyle obowiązków. Wróciłam z pracy zrąbana, a tu jeszcze czekało na mnie kąpanie mego małego skarbka, zmywanie po obiedzie, pranie do złożenia, wyparzenie butelek małej, przygotowanie butelek z mlekiem na noc, praca na uczelnię.

W tym czasie jak ja się tym wszystkim zajmowałam mój mąż najpierw klikał sobie na Internecie, potem zrobił sobie wieczorną drzemkę, po czym na miłe zakończenie wieczoru wylądował
z książką Kapuścińskiego w łóżku. Faceci to mają tupet.


A moje zmęczenie? Jakie zmęczenie? Idę spać

niedziela, 1 marca 2009

POTULNA JESTEM JAK BARANEK


Jest prawie pierwsza w nocy. Jakąś godzinę temu usypiałam moje maleństwo i ryczałam jak bóbr. Jutro idę do pracy i serce mi pęka. Mam wrażenie jakbym zdradzała własne dziecko, okradała je ze wspólnego czasu razem, z bezpiecznych ramion mamy, które powinne być blisko
i często, a które już od jutra na 12 godzin będą znikać codziennie. Jestem zła na siebie, na świat, na męża :), na to, że kobiety muszą stawać przed tak chorymi wyborami jak dziecko czy praca.
Patrzyłam na małą jak ją karmiłam i żałość oraz ból rozsadzały moje wnętrze. Po raz pierwszy od narodzin córeczki niejako ją opuszczam. W imię czego?

Siedzę teraz i słuchając mojej ulubionej piosenki Edyty Geppert powtarzam za nią:

" Ja się nie skarżę na swój los, potulna jestem jak baranek
i tylko mam nadzieję, że chyba wiesz, co robisz Panie."

Niech ten cholerny dzień jak najszybciej jutro minie, jeszcze tylko przeżyć poranne pożegnanie. Kurcze, znowu łzy napływają mi do oczu. Nie rycz Kaśka, nie ty pierwsza i nie ostatnia, powtarzam sobie w kółko, ale jakoś te słowa nie przynoszą ukojenia. Idę ponownie ucałować
na dobranoc moje maleństwo, przestałam już liczyć, który to już dzisiaj raz :(