Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 7 kwietnia 2009

MIMO WSZYSTKO


Ludzie są często głupi, nielogiczni i dbają tylko o własny interes;
Przebaczaj im, mimo wszystko.

Jeśli jesteś życzliwy, ludzie oskarżą cię o egoizm i niskie pobudki;
Pozostań życzliwy, mimo wszystko.

Jeśli osiągniesz w życiu sukces, znajdziesz wielu fałszywych przyjaciół i wielu prawdziwych wrogów; Staraj się osiągnąć sukces, mimo wszystko.

Jeśli jesteś szczery i otwarty, ludzie mogą to wykorzystać; Bądź szczery i otwarty, mimo wszystko.

W jedną noc ktoś może zniszczyć to, co budowałeś przez lata; Buduj, mimo wszystko.

Jeśli odnajdziesz pokój i szczęście, wielu będzie ci zazdrościć; Bądź szczęśliwy, mimo wszystko.

O dobru, które czynisz dzisiaj, ludzie zapomną pewnie już jutro; Czyń dobro, mimo wszystko.

Dawaj z siebie ile możesz, a często powiedzą ci, że to za mało; Mimo to dawaj z siebie wszystko.

Widzisz, w ostatecznym rachunku, liczy się tylko to, co działo się między tobą a Bogiem. Między
tobą a 'nimi', i tak nic nigdy nie było.

/Matka Teresa z Kalkuty/

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

W BLASKU KRZYŻA

Jakze inaczej wyglada swiat w blasku krzyza, jakze inaczej wygladyamy My jesli popatrzymy na siebie poprzez krzyz.


1. Twardą zda się dla wielu ta mowa: zaprzyj sam siebie, nieś swój krzyż i naśladuj Jezusa. Lecz o wiele ciężej będzie usłyszeć ten ostateczny wyrok: idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny1. Ci, którzy teraz chętnie słuchają słowa krzyża i spełniają je,ci się nie będą obawiać głosu wiecznego potępienia. Znak krzyża ukaże się na niebie, gdy Pan przyjdzie na sąd . Wtedy wszyscy słudzy krzyża ,którzy upodobnili się życiem do Ukrzyżowanego, przystąpią z wielką ufnością do Chrystusa - sędziego. 2. Dlaczego więc obawiasz się wziąć krzyż, który prowadzi do królestwa? W krzyżu zbawienie, w krzyżu życie, w krzyżu obrona przed nieprzyjaciółmi, w krzyżu źródło niebiańskiej słodyczy, w krzyżu moc ducha, w krzyżu radość serca, w krzyżu szczyt cnoty, w krzyżu doskonałość świętości. Poza krzyżem nie ma dla duszy zbawienia ani nadziei życia wiecznego. Weź więc swój krzyż i idź za Jezusem, a wejdziesz do żywota. On cię poprzedził, dźwigając krzyż dla siebie 2 i umarł na nim za ciebie, abyś i ty dźwigał swój krzyż i pragnął na nim umrzeć. Jeżeli bowiem współumrzesz z Jezusem, z Chrystusem razem żyć będziesz; jeżeli się staniesz towarzyszem Jego cierpienia, będziesz także uczestnikiem Jego chwały. 3. Wszystko zamyka się w krzyżu, wszystko polega na umieraniu; nie ma innej drogi do życia i do prawdziwego pokoju wewnętrznego poza drogą świętego krzyża i codziennego umartwiania. Idź dokąd chcesz, i szukaj, czego chcesz, a nie znajdziesz wznioślejszej drogi w górze ani bezpieczniejszej na dole jak droga krzyża świętego. Ukłądaj i urządzaj sobie wszystko według swej woli i upodobania, a mimo to przekonasz się, że zawsze trzeba cierpieć albo dobrowolnie, albo z musu; tak więc krzyż znajdziesz czy to odczuwając ból, czy też udrękę duchową.

ŚMIECH TO ZDROWIE

Dziś opowiem wam,jak powstał pierwszy człowiek-zapowiada katechetka.
-My wolelibyśmy posłuchać,jak powstał trzeci-upomina się klasa.


Zbliżają się imieniny Jasia.Wieczorem,mówiąc pacierz,chłopiec głośno krzyczy: -Daj mi,Boziu,na imieniny konia na biegunach! -Czemu tak krzyczysz?-strofuje go babcia-Bozia nie jest głucha! -Bozia nie,ale ty babciu jesteś...


Na lekcji religii ksiądz pyta uczniów: -Kto z was chce iść do nieba? Wszystkie dzieci podnoszą rękę,poza Kaziem,więc ksiądz docieka: -A ty nie chcesz iść do nieba? -Chcę,ale obiecałem mamie,że zaraz po lekcjach wrócę do domu..

Malarz, którego aspiracje znacznie wyprzedzały talent, portretował kiedyś papieża Leona XIII. Po zakończeniu żmudnej pracy prosił, by papież wskazał jakąś sentencję do umieszczenia pod wizerunkiem.
- Proszę wziąć tekst z Mt. 14,27 dodając moje imię.
W domu artysta otworzył Biblię i przeczytał: "Nie bójcie się, to ja jestem."

Dlaczego to kobiety najpierw poszły zobaczyć, że Jezus zmartwychwstał?
- Żeby wiadomości się szybciej rozeszły.

Przychodzi baba do nieba. Zatrzymuje ją św. Piotr.
-Przepraszam, a Pani dokąd?
-Do nieba - pada wyraźna odpowiedź.
-Zaraz, zaraz. To nie takie proste. Wcześniej trzeba przejść mały teścik:Trzeba uzbierać 4000 punktów.-
No dobrze - już mniej pewnie
-Proszę opowiedzieć coś o swoim życiu.
-Codziennie odmawiałam różaniec...
-No dobrze, pół punktu...
-Ile?????????????????!!!
-Pół punktu, dobrze Pani słyszy!
-Czytałam magazyny katolickie...
-Pół punktu
-Chodziłam w tygodniu na msze...
-Jeden punkt.
Po godzinie baba zgromadziła 25 punktów.
-No cóż, przykro mi. Nie zmieściła się Pani w limicie, oznajmia św. Piotr.
-Jezu, ratuj!!!!!!!!!!!!!!!!! - woła zdesperowana kobieta.-
Brawo! Cztery tysiące punktów!!! Tędy proszę...


Katechetka chce sprawdzić,czy dzieci przed snem odmawiają pacierz. Pyta:
-Co trzeba zrobić przed pójściem spać?
Do odpowiedzi wyrywa sie Jasio:
-Wystawić za drzwi butelkę na mleko!

U świętego Piotra u bram nieba spotyka się dwóch facetów - jeden ksiądz i jeden kierowca.
Wychodzi święty Piotr i mówi:
- Ty, kierowca prosto do nieba, a ty ksiądz, zmiataj na męki czyśćcowe.
Ksiądz oburzony mówi:
- Jak to święty Piotrze! To ja, ksiądz, cały czas wiernie Bogu służyłem, a teraz mnie wysyłasz
do czyśćca, a tego tu kierowcę prosto do nieba?
Na to święty Piotr.
- Posłuchaj. Ty i on wypełnialiście na Ziemi swoje misje. Ty na Mszy świętej, jak odprawiałeś,
a szczególnie na kazaniach to wszyscy ludzie się nudzili, ziewali i nikt cię nie słuchał. Natomiast on, jak kierował autobusem, to wszyscy ludzie gorąco się modlili...


Pewien pastor żalił się Bogu, że w tak wielu miejscach nie zgadza się z przekonaniami księdza
z pobliskiej parafii, i czy może z nim w takiej sytuacji w czymkolwiek współpracować; czy jest to w ogóle możliwe.
Na to odpowiedział Bóg: czy wiesz w ilu miejscach Ja z tobą się nie zgadzam, a jednak z tobą współpracuję?


Siostra katechetka postanowiła jedną lekcję religii poświęcić świętym.
- jaki powinien być człowiek, żeby pójść do Nieba? - zadaje pierwsze pytanie.
- Zmarły! - pada pierwsza odpowiedź.
Siostra zaczyna więc inaczej:
- jakich znacie świętych, kochane dzieci?-
Wincenty Witos!
- No nie bardzo. Kościół nie ogłosił go świętym. Kto jeszcze zna jakiegoś
świętego?
- Święty Mikołaj!
Bardzo dobrze - uśmiechnęła się siostra i dodaje:Myślę, że tego świętego lubią wszystkie nasze dzieci. Za co lubicie świętego Mikołaja?
- Bo on wstrzymał Słońce i ruszył Ziemię!


Pewien niedowiarek mówi do księdza:
-Chrześcijaństwo istnieje już dwa tysiące lat, a ja nie widzę, by ludzie przez ten czas choć trochę zmienili się na lepsze...
Na to ksiądz:- Woda istnieje od miliardów lat, a niech pan się przyjrzy swojej szyi!


Na lekcji religii katecheta krzyczy na Jasia:
- Twój tatuś będzie miał przez ciebie siwe włosy!
Jasiu na to, jak gdyby nigdy nic:- Ale się będzie cieszył! Teraz jest łysy!


Uroczystość zaślubin. kapłan mówi do państwa młodych:
"I pamiętajcie o tym, co napisano w Biblii:
"Gdzie pójdziesz ty, tam i ja".
Panna młoda nie możepowstrzymać się od śmiechu:
"Mój mąż jest listonoszem"


Krążyła plotka, że pewna zakonnica dokonuje niewiarogodnych cudów. Papież zlecił zbadanie tej sprawy św. Filipowi Neri. Po długiej podróży Święty dotarł wreszcie do odległego klasztoru
i poprosił o widzenie z zakonnicą. Kiedy weszła do izby, ściągnął swe zabłocone buty i poprosił by je wyczyściła.Zakonnica fuknęła wyniośle i obróciła się na pięcie. Św. Filip założył buty i wrócił zdać sprawę papieżowi.
- Niech Wasza Świątobliwość nie wierzy tym plotkom - powiedział - Gdzie nie ma pokory nie może być cudów.


Przewidując wizytę biskupa, Abba Makary udał się pewnego dnia na targ do pobliskiej wioski. Nieufnie oglądał na straganie jakieś chude kurczaki, gdy podszedł sprzedawca i powiedział mu na ucho:
- Kup jednego, abba ! Możesz mi ufać: sprowadzam je codziennie prosto zAleksandrii.
- Nie wątpię, bracie. Nie czynisz jednak słusznie pędząc je tu pieszo.

Burza na morzu.
Ksiądz do kapitana:
- Czy toniemy?
- Dopóki marynarze klną, nie jest tak źle.
Za chwilę duchowny pyta znów:
- Czy marynarze jeszcze klną?
- Tak!
- Bogu niech będą dzięki!

- Nie piję, nie palę, mięsa nie jadam choć nie piątek, a ciągle jak by jakiś pierścień ściska mi głowę, księże proboszczu.
- Może aureola za ciasna?

- Minie wkrótce rok od śmierci pani męża. Zamówiła może pani Mszę św. za niego?
- Księże prałacie, jeśli on jest w niebie, to mu nic nie trzeba, jeśli w piekle, to mu nie pomorze, jeśli zaś w czyśćcu, to ja go znam, wiem że wytrzyma.


APPLES AND WINE



Women are like apples on trees. The best ones are at the top of the three.


Most men don't want to reach for the good ones because they are afraid of falling and getting hurt. Instead, they sometimes take the apples from the ground that aren't as good, but easy. The apples at the top think something is wrong with them, when in reality, they're amazing. They just have to wait for the right man to come along, the one who is brave enough to climb all the way to the top of the tree.


Now men ... men are like a fine wine. They begin as grapes, and it's up to women to stomp the shit out of them untill they turn into something acceptable to have dinner with.




niedziela, 5 kwietnia 2009

NIE PĘDŹ


NAJPIĘKNIEJSZE SŁOWO NA ŚWIECIE

Cudowna słoneczna niedziela. Było tak przepięknie, że przypomniała mi się nasza podróż poślubna na Hawaje, jak do tej pory najbardziej interesująca i romantyczna podróż mojego życia. Lekki wiaterek, błękitne niebo i słońce, w taką pogodę nie można nie wyjść na spacer, zwłaszcza jeśli się ma 7-miesięczną kruszynkę. Postanowiłyśmy więc razem z moją mamą, że przy okazji wybierzemy się na babskie zakupy. Agniesia wprost tryskała radością, z ogromnym zainteresowaniem obserwowała wszystko i wszystkich napotkanych podczas spaceru. Sklepy
z ubraniami stały się dla mojej córeczki prawdziwym rajem. Taka mała, a już z niej kobietka.

Kiedy wróciłyśmy z prawie 3-godzinnego spaceru, niunia wręcz połykała kaszkę z miseczki,
a potem radośnie bawiła się swoimi zabawkami, a ja ze wzruszeniem w sercu obserwowałam jej harce. Nie spodziewałam się jednak, że moje wzruszenie sięgnie zenitu, bo nagle moja córeczka najczulej na świecie powiedziała magiczne słowo, na które tak bardzo czekałam: MAMA. Łzy same popłynęły mi do oczu, moje szczęście nie miało granic. Patrzyłam na nią z ogromną dumą, podziwem i nieopisanym zachwytem. Wzięłam moją kruszynkę na ręce i ze szczęścia zaczęłam całować. Nie ma dla mamy piękniejszego prezentu niż uśmiech jej dziecka i ten pierwszy raz, kiedy ta maleńka istota powie najpiękniejsze słowo na świecie: MAMA

sobota, 4 kwietnia 2009

LOVE STORY


Once upon a time, there was an island where all the feelings lived: Happiness, Sadness, Knowledge, and all of the others including Love. One day it was announced to the feelings that the island would sink, so all repaired their boats and left.

Love wanted to persevere until the last possible moment. When the island was almost sinking, Love decided to ask for help. Richness was passing by Love in a grand boat. Love said, "Richness, can you take me with you?" Richness answered, "No, I can't. There is a lot of gold and silver in my boat. There is no place here for you."

Love decided to ask Vanity who was also passing by in a beautiful vessel, "Vanity, please help me!" "I can't help you Love. You are all wet and might damage my boat." Vanity answered.

Sadness was close by so Love asked for help, "Sadness, let me go with you." "Oh....Love, I am so sad that I need to be by myself!"

Happiness passed by Love too, but he was so happy that she did not even hear when Love called her!

Suddenly, there was a voice, "Come Love, I will take you." It was an elder. Love felt so blessed and overjoyed that he even forgot to ask the elder his name. When they arrived at dry land, the elder went his own way.

Love realizing how much he owed the elder and asked Knowledge, another elder, "Who helped me?" "It was Time," Knowledge answered. "Time?" asked Love. "But why did Time help me?" Knowledge smiled with deep wisdom and answered, "Because, only Time is capable of understanding how great Love is."

A WONDERFUL STORY

A woman came out of her house and saw 3 old men with long white beards sitting in her front yard. She did not recognize them. She said "I don't think I know you, but you must be hungry. Please come in and have something to eat."

"Is the man of the house home?", they asked.
"No", she replied. "He's out."
"Then we cannot come in", they replied.In the evening when her husband came home, she told him what had happened."Go tell them I am home and invite them in!"The woman went out and invited the men in"
"We do not go into a House together," they replied.
"Why is that?" she asked.


One of the old men explained: "His name is Wealth," he said pointing to one of his friends, and said pointing to another one, "He is Success, and I am Love." Then he added, "Now go in and discuss with your husband which one of us you want in your home."


The woman went in and told her husband what was said. Her husband was overjoyed. "How nice!!", he said. "Since that is the case, let us invite Wealth. Let him come and fill our home with wealth!"
His wife disagreed. "My dear, why don't we invite Success?"


Their daughter-in-law was listening from the other corner of the house. She jumped in with her own suggestion: "Would it not be better to invite Love? Our home will then be filled with love!"
"Let us heed our daughter-in-law's advice," said the husband to his wife."Go out and invite Love to be our guest."


The woman went out and asked the 3 old men, "Which one of you is Love? Please come in and be our guest."
Love got up and started walking toward the house. The other 2 also got up and followed him. Surprised, the lady asked Wealth and Success: "I only invited Love, Why are you coming in?"
The old men replied together: "If you had invited Wealth or Success, the other two of us would've stayed out, but since you invited Love, wherever He goes, we go with him. Wherever there is Love, there is also Wealth and Success!!!!!!"
MY WISH FOR YOU...
-Where there is pain, I wish you peace and mercy.-Where there is self-doubting, I wish you a renewed confidence in your ability to work through it.-Where there is tiredness, or exhaustion, I wish you understanding, patience, and renewed strength.-Where there is fear, I wish you love, and courage.

czwartek, 2 kwietnia 2009

DRUGIE SŁOWO

Po dwóch dniach wolnego, ciągle nie wiedząc, co mi tak naprawdę dolega, wróciłam do pracy. Około 10 rano, a więc po niecałej godzinie pracy zadzwonił mój mąż i pełnym zachwytu głosem powiedział: "Zgadnij jakie słowo powiedziała dziś nasza córeczka?"
Po cichu domyślając się, że nastepnym słowem po już wypowiedzianym dwa dni temu po raz pierwszy słowie tata, może być tylko mama, oznajmiłam: "Nie wiem".
"Powiedziała mama" kontynuował z radością w głosie mój mąż.
" No nareszcie", pomyślałam odkładając słuchawkę nie mogąc się doczekać, kiedy osobiście dane mi będzie usłyszeć jak moja córeczka w końcu mnie woła. W międzyczasie podczas przerwy obiadowej, czyli tzw.amerykańskiego lunchu, zadzwoniłam jeszcze do domu i zapytałam moją mamę czy też jej było dane być świadkiem kolejnego osiągnięcia mojego słoneczka.
Mama, dumna babcia, szybko zdała mi relację: "Tak, to prawda. Jak to usłyszałam to aż wstrzymałam oddech i przez chwilę nic nie mogłam powiedzieć."
"Kurcze, ale mnie czeka niespodzianka w domu, bo skoro oboje mój mąż i mama słyszeli popisowe wykonanie przez moją kruszynkę słowa mama i to w dwóch odzielnych momentach, to i mi będzie to dane" - pomyśłałam w drodze do domu. Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy przez cały wieczór moja córeczka ani przez chwilę nie miała ochoty powiedzieć słowa mama, jakby próbując mi wytłumaczyć, z tym przesłodkim uśmiechem na twarzy, że trzeba było tu być, żeby usłyszeć. I jak tu nie kochać tej mojej niezależnej kruszynki?
A swoją drogą, jakie te dzieci są mądre, jak czują, kiedy rodzice potrzebują ciepła i miłości także
z ich strony. Niby taka mała, a wie, że mamusia nie czuła się najlepiej, że trzeba ją jakoś pocieszyć, zaskoczyć. I udało jej się!!! Dam Wam znać jak w końcu powie mama tylko do mnie. :)







MÓDLCIE SIĘ ZA MNIE ZA ŻYCIA I PO ŚMIERCI


TEGO NAS NAUCZAŁ

„Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje . Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można . Wreszcie – jakiś porządek prawd
i wartości, które trzeba i , tak jak Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić – dla siebie i dla innych.”


„... wy jesteście nadzieją nie tylko świata, ale przede wszystkim kościoła, w szczególności zaś Papieża! Wasza młodość pełna jest obietnic – podobnie jak drzewo obsypane kwiatami na wiosnę zapowiada późniejszą obfitość owocu w kolejnych porach roku. Oto właśnie dlatego wobec was nie można stracić nadziei, nie można nie oczekiwać z zaufaniem i niecierpliwością pełnego dojrzewania wielu cnót, zalet, którymi obdarzyła was sama natura, a które ubogacił Duch Święty czyniąc was chrześcijanami mocą chrztu świętego”

„Praca nad sobą [...] jest jak najbardziej osobistą współpracą z Jezusem Chrystusem, na podobieństwo tej, jaka dokonała się w uczniach, wybranych przez Niego, gdy zawezwał ich do swojej bliskości. Musicie myśleć o sobie w kategoriach uczniów Chrystusa. Chrystus wciąż ma uczniów, wszyscy jesteśmy Jego uczniami – jeżeli słuchamy Jego słowa, jeżeli je rozważamy, jeżeli sięgamy w głąb naszego serca, jeżeli Mu to serce otwieramy, jeżeli razem z Nim kształtujemy w sobie cierpliwie, wytrwale nowego człowieka. Nawet czasem nie zaszkodzi, jak się nad sobą zamyślisz i zmartwisz. Nawet czasem nie zaszkodzi, jak się na siebie zagniewasz. To lepsze, niż gdybyś miał lekkomyślnie przeżywać swoją młodość i gubić wielki skarb, wielki, niepowtarzalny skarb, który w sobie nosisz, którym jesteś ty sam – każdy, każda. [...]”

21:27PM - PAMIĘTAMY


środa, 1 kwietnia 2009

NIE MA JAK MAMA

Moja Grunia cieszy się dziś, że mama jest w domku. Od rana przytula mnie, gładzi rączką po policzku i nie chce iść na ręce ani do taty, ani do babci, ani do dziadzia. Nareszcie DZIEŃ MAMY!!! Cholera, trzeba zachorować, żeby móc spędzić czas z dzieckiem. Brakowało mi tych chwil, zatęskniłam za nimi, a będąc w EMERGENCY ROOM tęskniłam tylko za moim maleństwem. Dziś pomimo, że nadal nie czuję się najlepiej i jestem strasznie osłabiona mojej kruszynce nie potrafię odmówić. Bawię się więc z nią, rozmawiam, śpiewamy razem, czytamy książeczki i jest FAJNIE, tak rodzinnie. Mój mąż chyba się trochę wystraszył tą moją nagłą wizytą w szpitalu, jednak mu na mnie troche zależy. :)

Ach i jeszcze jedna bardzo ważna rzecz: HAPPY BIRTHDAY NATALIA!!!!

OGŁOSZENIA PARAFIALNE

AUTENTYCZNE OGLOSZENIA PARAFIALNE:

1.Cała wspólnota dziękuje chórowi młodzieżowemu, który na okres wakacji zaprzestał swojej działalności.

2. Za tydzień Wielkanoc. Bardzo proszę wszystkie panie składać jajka w przedsionku.

3. Pan Kowalski został wybrany na urząd kustosza naszego kościoła i zaakceptował ten wybór. Nie mogliśmy znaleźć nikogo lepszego.

4. W niedzielę ksiądz rektor przewodniczył swej pożegnalnej mszy. Chór odśpiewał klaskajmy wszyscy w dłonie.

5. Z tablicy ogłoszeń: Dzisiejszy temat: Czy wiesz jak jest w piekle?. Przyjdź i posłuchaj naszego organisty.

6. Po południu w północnym i południowym końcu kościoła odbędą się chrzty. Dzieci będą chrzczone z obu stron.

7. W czwartek o 16.00 - Wspólne lody. Panie dające mleko prosimy przyjść wcześniej.

8. W środę spotkanie żeńskiego kręgu literackiego. Pani Kowalska zaśpiewa Połóż mnie do lózżeczka razem z wikarym.

9. W podziemiu panie zrzuciły wszelkiego rodzaju ubrania. Można je oglądać w każdy piątek po południu.

10. W niedzielę nasza grupa teatralna zaprezentuje "Hamleta". Jesteśmy zaproszeni do udziału

w tej tragedii.

11. Spotkanie grupy terapeutycznej pomagajacej wzmocnic poczucie wlasnej wartosci w srode wieczorem. Prosimy uzywac tylnych drzwi.

12. We wtorek cotygodniowa katecheza, tym razem na temat: "Jezus chodzi po wodzie". Temat katechezy w przyszlym tygodniu: "W poszukiwaniu Jezusa".

13. W kazda srode spotykaja sie mlode mamy. Na te panie, które pragna do nich dolaczyc, czekamy w zakrystii w czwartki wieczorem

wtorek, 31 marca 2009

WIARA


MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ

Od paru tygodni, marzylam o tym, zeby obejrzec "Dancing with the Stars", ktory uwielbiam. Tak sie jakos jednak skladalo, ze odkad zaczal sie nowy sezon programu cos albo ktos non stop stoi mi na przeszkodzie. Zawsze jest cos do zalatwienia, zawsze cos wypadnie, a tu prosze nagle moje marzenie sie spelnilo. Nie spodziewalam sie co prawda, ze w takich okolicznosciach przyjdzie mi obejrzec ten program , ale co tam EMERGENCY ROOM W New York Presbyterian Hospital tez moze byc. Tak, tak wygladowalam dzis w szpitalu. Przyczyna: gallbladder. Przez dziewiec godzin moglam z bliska podziwiac scenki niczym z serialu "Grey's Anatomy" czy tez "Er". Myslalam do tej pory, ze tylko w naszym gabinecie bywa czasem "wesolo", jak bardzo sie myslilam.

cd.wkrotce

niedziela, 29 marca 2009

3/29/09

Fajnie, ze pracuje w szpitalu, ale kiedy jestem z daleka od mojej coreczki i widze przychodzace do naszego oddzialu pediatrii mamy z malymi dziecmi serce mi sie kraja. Ja tez bym tak chciala jak one, siedziec w domu, przytulac malenstwo, bawic sie z nia, rozkoszowac sie kazda chwila spedzona razem. Tak to jest jak sie czlowiek nie urodzil milionerka, a teraz haruj Kasia, haruj
i glowa do gory masz zdrowe dziecko, kochajacego meza, wspanialych rodzicow i prace, ktora lubisz. :)

KOLEJNA ROCZNICA

Mój kochany aniołek ma dziś 7 miesięcy. Czemu ten czas tak szybko leci? Patrzę na nią i nie mogę uwierzyć, że jest już taka duża. Dla tej małej optymistki nie ma żadnych przeszkód, jak sobie coś zaplanuje to zrobi wszystko, żeby to osiągnąć. Już mając 4 miesiące udowodniła mi
i światu, że duży karton z sokiem nie jest dla niej za ciężki i jak się tylko trochę postara to go do góry podniesie. Oczywiście udało się. Ostatnio coraz częściej stoi na nóżkach niewinnie potrzymując się jakiegoś przedmiotu lub któregoś członka rodziny. Gdyby mogła to pewnie już zaczęłaby biegać :)
A ja dziękuję Bogu za każdy kolejny dzień jej życia, za jej uśmiech, który potrafi rozpędzić każdą burzę, raczki, które przytulają jak żadne inne na świecie, donośny głosik ( to chyba po mamie), po prostu za nią - najpiękniejszy prezent jaki do tej pory w życiu dostałam.

sobota, 28 marca 2009

PIERWSZE SŁOWO

Dziś, moja córeczka powiedziała swoje pierwsze słowo: TATA. Najpierw, jak byłam w polskiej szkole, zaprezentowała swoje nowe osiągnięcie tacie, potem babci i dziadkowi, a na końcu już wróciłam do domu, także mnie. Aż łezka mi się zakręciła w oku, z taką słodyczą wypowiada to słowo i wyznam szczerze, że trochę mi się zrobiło smutno, że słowo MAMA jakoś tak poszło
w odstawkę. To nic, że przez dziewięć miesięcy nosiłam ją w brzuchu, to nic, że przeszłam 17 godzin porodu zakończone cesarką, to nic, że przez wszystkie miesiące od jej urodzenia to ja zrywałam się do niej non stop w nocy. NIECH ŻYJE TATUŚ!!! A swoją droga jakie te dzieci mądre, wiedzą, że mama kocha ja bezgranicznie, że mamie nie trzeba słodzić. A tatuś? Tatuś jak słyszy "tata" z ust jego ukochanej córeczki to topi się z miłości, na jego twarzy pojawia się uśmiech w kształcie banana, a duma go wprost rozpiera.

Kocham Cię ty moja poprawna politycznie córeczko!!! :)

P.S.- Jakie było pierwsze słowo Waszych dzieci?

PRZYGARBIONY UŚMIECH

Ostatnio coraz częściej ktoś mi zwraca uwagę: "Wyprostuj się, przestań się garbić!" A jak tu się prostować, keidy człowiek pada ze zmęczenia. W pracy przez osiem godzin wiszę zgięta nad biurkiem i ekranem komputera, w domu nad maleństwem. Nie zrozumcie mnie źle, kocham moją pracę, a tym bardziej kocham moje dziecko, ale jakoś tak mi ciężko. Kręgosłup mnie coraz cześciej boli od dźwigania tego "codziennego krzyża".

Czymże jest jednak mój krzyż w porównaniu z ty, który dźwigał sam Chrystus? Czymże jest mój krzyż w porównaniu z krzyżem matki, której dziecko umiera na raka? Czymże jest mój krzyż w porównaniu z bólem dziecka, które właśnie straciło rodziców? Uśmiecham się więc szeroko, najszerzej jak potrafię, bo świat jest taki PIĘKNY!!! Za oknem słońce, przyroda budzi się do życia, moje maleństwo ż od czterech dni przesypia całą noc (je tylko raz lub dwa przez sen).

Dziś z moimi dziecmi w polskiej szkole czytałam wierszyk Doroty Gellner "Wiosenny Czarodziej". Oto on:

Czary-mary, fiku-miku,
szedł Czarodziej po trawniku,
Niósl w plecaku fiołki, róże
a stokrotki gdzie? w kapturze!

Rzucał kwiaty gdzie się dało,
żeby wszędzie coś pachniało.
Koło ławki, koło krzaka,
jakie kwaity? Te z plecaka!

W piaskownicy palmy sadził -
nawet nieźle sobie radził
no i huśtał na huśtwace
rozczochrane dwa dmuchawce.

wyczarował, czary-maty,
na kałużach nenufary
aż podwórko zmienił w śliczny,
mały ogród botaniczny.

Spróbuję może i ja trochę poczarować:

Czary-mary, fiku-miku
szczęścia w życiu mym bez liku.
W moich oczach kwaity kwitną,
zaraz wszystkie smutki znikną.

Całuję Was wiosennie!!!!

piątek, 27 marca 2009

PRZECIEŻ JA JESTEM NIEBEM I ŚWIATEM

Dziś trochę poezji ulubionej przeze mnie Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej:

Wciąż rozmyślasz. Uparcie i skrycie.
Patrzysz w okno i smutek masz w oku...
Przecież mnie kochasz nad życie?
Sam mówiłeś przeszłego roku...
Śmiejesz się, lecz coś tkwi poza tym.
Patrzysz w niebo, na rzeźby obłoków...
Przecież ja jestem niebem i światem?
Sam mówiłeś przeszłego roku...



STAŃ PRZED LUSTREM

"Stań przed lustrem i spójrz sobie prosto w oczy. Widzisz tę samą osobę, która za pięć, dziesięć albo trzydzieści lat zajdzie dalej, niż teraz potrafisz sobie wyobrazić."

czwartek, 26 marca 2009

PŁOMIEŃ NA WIETRZE

Dziś w moje ręce wpadł kwietniowy numer magazynu "Pani" i od razu tekst pod tytułem "Płomień na wietrze" opowiadający o trójce ludzi, którzy wystawieni na wielką próbę przezwyciężyli los, który innych powaliłby na łopatki. Co naweChoć wydawało się to niemożliwe, odnaleźli spokój i radość życia.
Mnie szczególnie wzruszyła historia IGOR JANKE, dziennikarza. Dlatego zamiesczam ją poniżej.

Przez jedenaście lat Igor Janke nie był w stanie publicznie mówić o tej tragedii. Wciąż ma wiele wątpliwości, ale wierzy, że jego historia może komuś pomóc.

Nie wszystko potrafi sobie przypomnieć. Na przykład nie umie zrekonstruować samego wypadku. Co się właściwie wtedy stało na drodze? Kto zawinił? Nie wie, nawet nie chce wiedzieć, bo to niczego już nie zmieni. Pamięta, że było ciepłe, słoneczne lato. On i jego żona Dagmara czuli się szczęśliwi. Cieszyli się, że są razem. – To była pełnia miłości, jakiej nie doświadczyłem nigdy wcześniej. Widocznie dojrzałem uczuciowo do małżeństwa. Wiem, że ona też mnie kochała, planowaliśmy drugie dziecko. Wszystko wydawało się możliwe.

Było jak marzenie, które spełnia się na naszych oczach. Właśnie kończyli budować dom w Konstancinie. Miał być kolorowy i radosny jak ich życie. Tego dnia umówili się, że będą wybierać farby i ustalać kolory ścian w poszczególnych pokojach. Chcieli się spotkać. On jechał samochodem z centrum Warszawy, ona wyruszyła z domku, jaki wynajmowali w Zalesiu. Wsiadła z trzyletnim synkiem Szymonkiem na rower, ale na miejsce nie dotarła. Zaniepokojony ruszył trasą, którą miała przebyć. W oddali zobaczył radiowóz policyjny, jakieś zamieszanie, samochody na poboczu.
Wysiadł, podszedł do policjanta. Ten początkowo nie chciał mu nic powiedzieć, zadawał szczegółowe pytania. „Jaki rower? Jakiej marki?”. A potem nastąpiła ta nieodwracalna chwila, kiedy Igor Janke dowiedział się, że jego synek zginął na miejscu, a żona w stanie ciężkim trafiła do szpitala.

– Tę scenę jeszcze dobrze pamiętam. Leżałem na masce samochodu i wyłem. A potem ktoś dał mi papierosy. Paliłem i wrzeszczałem, że to niemożliwe.

W końcu uspokoił się na tyle, by zadzwonić do przyjaciela. Prosił, by pomógł mu szukać szpitala, w którym leży Dagmara. Nie był w stanie sam tam pojechać. Żonę znalazł na oddziale intensywnej terapii. Nie odzyskała przytomności, ale wtedy jeszcze istniała szansa, że przeżyje. Siedział na schodach i dzwonił do jej rodziców. Musiał im powiedzieć, co się stało. Nikt, kto tego nie doświadczył, nie umie sobie wyobrazić, jakie to trudne. Pamięta, że wyszedł przed szpital i znowu palił. Przywoływał wspomnienia, jakby przeglądał film ze wspólnego życia. „Zaledwie trzy lata, a tyle się działo, tak intensywnie”, myślał.

Przypomniał sobie pierwsze spotkanie. Koncert jazzowy, na który przyszła z jakimś towarzystwem. Zobaczył ją na ulicy przed wejściem do Sali Kongresowej i pomyślał: „Tak mogłaby wyglądać moja żona”. Nie mógł przewidzieć, że po koncercie znajomi znajomych okażą się znajomymi Dagmary i że spędzą wspólnie wieczór w barze. I będą rozmawiać, a potem zaczną się ze sobą spotykać. A po trzech miesiącach okaże się, że ona jest w ciąży. (...)



A tak poza tym to szczerze zachęcam Was do czytania " Pani", warto :)

YOU MAY BE POLISH IF...

Dziś dostałam zabawny e-mail do mego przyjaciela, Huberta.
Zapraszam Was do zabawy - Sprawdźcie czy jesteście Polakami? :)

1. You or someone in your family owns a Nissan Maxima with a PL sticker proudly displayed on the back windshield and/or a custom-made European license plate in the front (most likely with your name written on it)

2. You have relatives who aren't really your relatives

3. You sing the same song - “100 lat” - on every occasion (weddings, birthdays, baby showers)

4. You watch soccer

5. You know very well Pope John Paul II was Polish and his name was Karol, not Carol

6. You go to Midnight Mass every Christmas Eve and keep your Christmas tree up till February

7. You drink your wodka straight

8. You listen to techno

9. You don’t feel the need to add an "s" to "pierogi" because you know the word is already plural and it annoys you when others do.. However, you still add "y" to already plural english words... "chipsy", "dzinsy"

10. You are convinced your pets only understand Polish

11. You are forced to listen to Disco Polo by your parents

12. You can spot Polish people like Asians can spot each other

13. When others find out you're Polish, they tell you about every Polish person they've ever known, which is most likely followed by them mispronouncing common phrases such as “czesc” or “dziekuje”

14. Your name always gets slaughtered on the first day of school

15. The thought of eating cow stomach (flaki) doesn’t gross you out

16. When you're at a stranger's house, you expect their trashcan to be under the sink

17. Every window in your house must have "firanki", even in the bathroom

18. Once in a while, you do a big "przemeblowanie" at home

19. You always take off your shoes as soon as you step into someone else's house (even if the owner of the house insists you don't have to)

20. You celebrate your birthday AND your nameday (imieniny)

21. You were extremely surprised to lear n that American weddings last hours, not days

22. When you hurt yourself, you don't say "Ouch", you say, "Awwa"

23. you ever played "na trzepaku", "w gume", or "w Pomidor"

środa, 25 marca 2009

COŚ

TO LUBIĘ

Mam dość ludzi, którzy narzekają na życie. Nie robią nic by je zmienić, winnią innych za nudę
w swoim życiu, za brak wyzwań. A przecież jest tyle rzeczy, za które powinniśmy być wdzięczni, z których powinniśmy się cieszyć. Oto moja lista rzeczy, które lubię.

LUBIĘ:
- niezrealizowane marzenia, bo dają mi siłę do życia,
- życie, bo ma mi tyle do zaoferowania,
- moje maleństwo wtulone w moje ramiona pełne zaufania co do mojej miłości i oddania dla niej,
- czułe dłonie mego męża delikatnie czeszące moje włosy,
- promienny uśmiech mojej córeczki, kiedy wracam z pracy do domu,
- "Kocham Cię" mojego brata zawsze wtedy, gdy tego najbardziej potrzebuję,
- moich kochanych rodziców- najcenniejszy dar z góry
- dom pełen spokoju i miłości,
- rodzinne albumy ze zdjęciami, na których zatrzymał się czas,
- szczerych i niezakłamanych ludzi,
- przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć,
- zapach świeżej kawy rano,
- świadomość, że mam za co i co włożyć do garnka,
- zakupy - upust kobiecej próżności,
- zapiekani w cukierni Okruszek na Greenpoincie,
- psy rasy Golden Retriever, moze w końcu kiedyś spełni się moje marzenie i będę właścicielką
jednego z nich,
- podróże i związane z nimi poznawanie świata,
- Manhattan, kiedy z nieba prószy śnieg,
- piosenki Celine Dion,
- chwile ciszy, kiedy mogę pobyć sama ze sobą,
- Fundację Jana Pawła II, w której działam, a która kontynuuje nauczanie Papieża Polaka,
- okres Wielkiego Postu, bo pozwala na oczyszczenie, zatrzymanie się nad sobą,
- okres Bożego Narodzenia - czas kwitnący miłością,
- śpiew w kościele wraz z grupą Te Deum,
- moje polskie korzenie, które mnie ukształtowały,
- pracę w szpitalu, bo uświadamia mi codziennie jak ważne jest w życiu zdrowie,
- moje aniołki, które uczę w polskiej szkole,
- moment, kiedy w całkowitym zaufaniu zginam kolana do modlitwy,
- radość na twarzach ludzi,
- nie częste sytuacje, kiedyś ktoś w subwayu ustąpi miejsca starszej osobie lub kobiecie w ciąży,
- dobre książki, które czytam jednym tchem i od których nie mogę się oderwać,
- poezję księdza Jana Twadowskiego, Adama Asnyka i Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej,
- rozmowy z mądrymi ludźmi, z których się zawsze coś wynosi,
- optymistów, których nadal kilku żyje na tym świecie,


Czekam na Wasze listy.

wtorek, 24 marca 2009

TATO

Dziś są urodziny mojego taty. Kolejne urodziny, za które jestem Bogu tak wdzięczna. Rodzice to jeden z najpiękniejszych darów jakie otrzymałam z góry. Szczęściara ze mnie, że w takim domu
i w takiej rodzinie dane mi było się wychować. Na rodzicach mogliśmy z bratem polegać zawsze.

To oni nauczyli nas jak ważna w rodzinie jest rozmowa. Pokazali, że ciche dni, krzyki, obrażanie się, a tym bardziej wyzwiska, burza spokój, niszczą miłość i zaufanie. tato zawsze rozmawiał
z nami, żaden temat nie był dla niego zbyt błahy. Pamiętam, jak był tu w Stanach, a ja w Polsce, w czasach, kiedy nie było kart telefonicznych, kiedy telefony były zbyt drogie, by wykonywać je częściej niż raz, dwa na kilka miesięcy, pisałam długie, szczegółowe listy opisujące wydarzenia
z mego życia. Listy, które były łączącym nas mostem - mostem, który zacierał granice pomiędzy światem polskim i amerykańskim. Jak ja wtedy za tatą tęskniłam? Jak bardzo zazdrościłam innym dzieciom, że ich tata jest z nimi? Jak bardzo denerwowały mnie komentarze: "Co ty się martwisz? Masz tatę w Stanach, dostajesz prezenty, ale ci super.", a moje oczy napełniały się łzami.
Dziś tato żyje tuż obok mnie, a ja rozkoszuję się każdą chwilą jaką spędzam z nim i z mamą.
I tylko szkoda mi mojego brata, który będąc z rodziną w Polsce, tej radości nie może ze mną dzielić. Sama myśl o tym, że moich rodziców kiedyś nie będzie, że odejdą z tego świata, drażni mnie, boli, wywierca dziurę w środku. Nie jestem sobie w stanie takich chwil wyobrazić i nie chcę ich wyobrażać. Ważne jest tu i teraz, a tu i teraz mam NAJWSPANIALSZYCH RODZICÓW NA ŚWIECIE.

I choć są tacy, którzy uważają, że zbyt mocno jestem związana z moimi rodzicami, nie mam zamiaru ich słuchać, nie będe wybielać ich sumień. Krytykują zwykle ci, którzy sami nie potrafią dogadać się se swoimi rodzicami, których zżera zazdrość, że stosunki pomiędzy dziećmi i rodzicami mogą być pełne zaufania i miłości. Rodziców ma się jednych i trzeba ich szanować. Ja dostałam w dniu moich urodzin dwoje naprawdę WSPANIALYCH LUDZI. Uważam, że nie dorastam im do pięt.

Dziś z okazji Twoich urodzin przede wszystkim DZIĘKUJĘ Ci tato za to, że jesteś tak cudownym człowiekiem, za to, że jak to napisałam lata, lata temu w jednym z moich wierszy po tytułem "Najwierniejszemu":

kochasz mnie

pomimo

za to

dlatego


a przede wszystkim za to, że jesteś MOIM TATĄ.

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO TATUSIU!!!

KOCHAM CIĘ NAD ŻYCIE!!!